R A P O R T  S P E C J A L N Y

ATOMOWE PIEKŁO

WIZJA WOJNY JĄDROWEJ W EUROPIE


Ostatnia aktualizacja: 26 marca 2001

Czerwony Sztorm

Przez niemal pięćdziesiąt lat nad milionami ludzi na całym świecie ciążyło widmo wybuchu III Wojny Światowej. Czasy Zimnej Wojny to okres niepewności o przyszłość, strachu przed zagładą. Lęki te były niemal powszechne w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych - po obu stronach Żelaznej Kurtyny szykowano się do konfliktu, popularne było przekonanie, że starcie jest nieuchronne. Wzajemna wrogość była stale podsycana. Wojna koreańska, krucjata McCarthy'ego, blokada Berlina czy kryzys Kubański - wszystko to napędzało spiralę strachu i wrogości. W Stanach Zjednoczonych władze, aby uniknąć paniki, posuwały się nawet do współorganizowania pokazów "rodzinnych" schronów atomowych, mogących zapewnić domownikom bezpieczeństwo na kilka tygodni.

Oczami artysty
III Wojna Światowa - grafika
Inne prace Dr Art Nuko

W tamtych czasach wiele osób niezwiązanych z wojskiem zastanawiało się, jak może wyglądać spodziewany konflikt. Z czasem widmo kolejnej wojny światowej stało się także tematem powieści i filmów. Jedną z najsłynniejszych pozycji jest Czerwony Sztorm Toma Clancy'ego. Jest to niewątpliwie fascynujący i przerażająco wiarygodny scenariusz III Wojny Światowej, oddający realia prawdopodobnego konfliktu. I chociaż w opisywanym w książce scenariuszu mamy wszystko, począwszy od działań zgrupowań pancernych, przez starcia atomowych okrętów podwodnych, ataki bombowców stealth na broni satelitarnej kończąc - nie znajdziemy tam jednego - wykorzystania broni jądrowej. Wynik konfliktu jądrowego jest bowiem bardzo ciężko przewidzieć - bo o ile np. liczba czołgów i ich charakterystyka może służyć obiektywnej ocenie siły armii, o tyle liczba i moc głowic jądrowych nie mówi nic. Ważne jest jak się je wykorzysta, które cele uda się zniszczyć, jaki potencjał wroga zostanie zgładzony - innymi słowy sposób użycia broń jądrowej warunkuje jej wartość dla wojska w o wiele większym stopniu niż w innych rodzajach uzbrojenia. Należy także pamiętać, że w historii nie było przypadku wojny, w czasie której pierwszych kilku minut z powierzchni ziemi mogły zniknąć całe aglomeracje czy armie - dlatego nie sposób było przewidzieć, jak będą rozwijały się działania w kolejnych dniach konfliktu i czy czasem już po kilku godzinach jego strony nie zostałyby całkowicie sparaliżowane w wyniku ataków jądrowych przeciwnika.

Oczywiście stratedzy wojskowi tworzyli konkretne plany operacyjne na wypadek wojny. Rozważano prawdopodobne sytuacje - zakładano pewien scenariusz działań, określano cele i planowano najskuteczniejsze wykorzystanie armii. Przez wiele lat dostęp do tego typu dokumentów był ograniczony do ścisłego kierownictwa państwa. Dopiero po zburzeniu Muru Berlińskiego i upadku komunizmu w krajach Europy Środkowo-Wschodniej sytuacja zaczęła się zmieniać. Stopniowo zaczęto odtajniać część dokumentów z uwagi na ich nieprzydatność w obecnej sytuacji i dużą wartość historyczną. Po zjednoczeniu Niemiec w archiwach NRD odnaleziono stosy papierów dotyczących dużych manewrów wojskowych, podczas których ćwiczono realizację planu uderzenia na państwa NATO, jak również gotowe plany operacyjne na wypadek wojny. W kolejnych latach archiwa swoje odtajniały Stany Zjednoczone, państwa Europy Środkowo-Wschodniej oraz Rosja.

Raport ten ma na celu przedstawienie ujawnionych informacji - zaprezentowanie, jak III Wojna Światowa mogła wyglądać na prawdę, jak poważne było prawdopodobieństwo jej wybuchu oraz jaką rolę w konflikcie miała pełnić broń jądrowa. Przedstawione tu zostaną materiały bloku Układu Warszawskiego, w szczególności zamysł realizacji wojny jądrowej, którego wykonanie zlecił marszałek Zacharow, oraz dwa plany operacyjne - polski (z 1951 r.) i czechosłowacki (z 1964 r.). Pozwolą one prześledzić zmianę koncepcji z obrony terytorialnej na stricte ofensywną.

Sytuacja po wojnie i wczesne lata pięćdziesiąte

Pierwsze lata po II Wojnie Światowej to okres ciągłego wzrostu napięć pomiędzy Wschodem a Zachodem, którego kulminacją była słynna wypowiedź Churchilla na Uniwersytecie w Fulton o konieczności obrony przed komunizmem, a także powstanie NATO i Układu Warszawskiego. W międzyczasie doszło także do pierwszego starcia pomiędzy antagonizującymi blokami na półwyspie koreańskim. Już ten konflikt o mało nie zakończył się wojną jądrową - za plany użycia broni nuklearnej zdymisjonowany został gen. Douglas MacArthur.

W tym samym czasie, tj. we wczesnych latach pięćdziesiątych, głównym celem państw satelickich ZSRR (czyli m.in. Polski) była obrona terytorialna. Plany operacyjne z tego okresu przedstawiają myślenie typowo defensywne, zakładające ochronę kraju i działania na własnym terytorium. Operacje na obszarze przeciwnika były rzadkością i miały być efektem silnego kontruderzenia. Jest to o tyle ciekawe, że w tym okresie państwa zachodnie były sparaliżowane wizją sowieckiej inwazji. Bardziej ważne jest jednak to, że plany te zupełnie nie rozważały aspektów użycia broni jądrowej (także przez przeciwnika) . Powstaje pytanie: dlaczego? Przecież na początku lat pięćdziesiątych zagrożenie użycia broni jądrowej było realne (co ukazuje chociażby wojna koreańska), poza tym od 1949 roku sprawdzoną technologią jej wytwarzania dysponowało także ZSRR. Otóż podejście takie było skutkiem przekonania Stalina, że o ile broń nuklearna ma olbrzymie znaczenie strategiczne, o tyle jej rola na polu bitwy jest niewielka (ze względu chociażby na liczbę dostępnych w owym czasie głowic). Stalin o wiele większą wagę przykładał do odpowiedniego morale wojsk, liczby dywizji oraz ich uzbrojenia, czyli czynników dobrze znanych z poprzedniej wojny - i w jego mniemaniu warunkujących sukces nie tylko następnej, ale być może także wszystkich kolejnych wojen. Poglądy Stalina stały się dogmatem aż do jego śmierci.

Polski plan z 1951 r.

"Należy przypuszczać, że w początkowym okresie wojny przypuszczalni przeciwnicy mogą stworzyć zagrożenie ze strony wybrzeża Morza Bałtyckiego, które oni mogą wykorzystać dla dokonania taktycznych lub operacyjnych desantów morskich z jednoczesnym wysadzeniem desantów powietrznych. (...) Desanty morskie przypuszczalnych przeciwników mogą być wspierane desantami powietrznymi..."

dalej

Doskonałym przykładem, i jakże bliskim nam - Polakom, planu działań z tamtego okresu jest plan operacyjny rozwinięcia 1 i 2 Armii Wojska Polskiego z 1951 roku. Dokument ten został sporządzony w czasie, gdy polskim Ministrem Obrony Narodowej był radziecki marszałek Rokossowski. Plan zakłada, że możliwy atak przeciwnika w kilku pierwszych dniach wojny mógł nastąpić jedynie od strony morza (pozostałe granice Polski to granice z "bratnimi" państwami). Autor, pułkownik Drzewiecki, skoncentrował się więc na rozpatrzeniu możliwych lokacji desantu tzw. "potencjalnego przeciwnika" oraz najlepszym rozmieszczeniu wojsk, aby desant ten uniemożliwić. Drzewiecki dzieląc polskie wybrzeże na sześć odcinków, doszedł do wniosku, że najbardziej prawdopodobnym miejscem desantu był rejon wokół Kołobrzegu, a także pobliża jeziora Żarnowieckiego i Sarbskiego (ze względu na możliwość utworzenia przyczółków w celu opanowania bazy Marynarki Wojennej w Gdyni). Autor proponował zabezpieczyć ochronę wybrzeża siłami 1 Armii, natomiast 2 Armię rozlokować w rejonie Piła, Choszczno, Sulęcin, Poznań w celu wsparcia wojsk na wybrzeżu lub - i to ciekawe - "dla możliwego wykorzystania jej do działań (...) w kierunku na północ od Berlina". Jest to jedyna wzmianka w całym dokumencie o możliwych operacjach polskiego wojska poza granicami kraju - jak przedstawię w dalszej części pracy, ukazuje jednak kierunek działań później przypisanych armiom polskim. W dalszej części planu znajduje się przydział zadań dla poszczególnych formacji, w tym także Marynarki Wojennej, sił powietrznych i wojsk saperskich. W dokumencie nie znajdziemy natomiast żadnej wzmianki o roli wojsk radzieckich stacjonujących w Polsce w planowanych działaniach.

Podobny plan działań opracował sztab wojsk czechosłowackich - także i one nie miały opuszczać granic państwowych, a ich głównym zadaniem była obrona terytorium własnego kraju. Myślenie takie odzwierciedlone jest także w pracach kartograficznych z tamtego okresu. Pierwsze wojskowe mapy wysokiej dokładności, których wykonywanie rozpoczęło się w 1951 roku, obrazowały jedynie terytorium Czechosłowacji. Rok później zdecydowano, że kartografowie do końca lat pięćdziesiątych mają przygotować także mapy południowej części RFN i całej Austrii.

Co ciekawe, w pierwszych latach Zimnej Wojny, wyobrażenie strategów o siłach wroga było mocno wyolbrzymione. Dla przykładu, plan Drzewieckiego mówi o możliwym wykorzystaniu przez przeciwnika armii RFN, która de facto jeszcze wtedy nie istniała, a została włączona w struktury NATO dopiero w 1955. Dziwią także twierdzenia o rzekomej obecności w regionie alianckiego sprzętu desantowego użytego w Normandii. Tego typu błędne oszacowania w tamtych czasach nie były niczym nadzwyczajnym - narastające napięcie i wrogość między blokami państw Europy Zachodniej i Wschodniej oraz brak rzetelnych informacji wywiadowczych utrudniały realną ocenę sił przeciwnika.

Broń jądrowa, czyli nowe zasady walki

Chociaż siła broni nuklearnej była już powszechnie znana, dopiero po śmierci Stalina w ZSRR rozpoczęła się dyskusja na temat jej roli na nowoczesnym polu walki. W tym czasie broń jądrowa była już ważnym elementem realizacji strategii Stanów Zjednoczonych.

Dowódcy radzieccy zaczęli rozumieć, że w realiach wojny jądrowej dotychczasowa taktyka prowadzenia wojny jest skazana na niepowodzenie. Potrzebna była reorganizacja, głębokie zmiany. Po pierwsze, oczywiste było, że statyczna linia frontu to historia - teraz przede wszystkim liczyły się takie czynniki, jak zaskoczenie i inicjatywa. Kraj, który pierwszy przeprowadził swoje uderzenie jądrowe i zrobił to skutecznie, niszcząc wyznaczone cele zyskiwał potężną przewagę - być może nawet wystarczającą do szybkiego zwycięstwa w całym konflikcie. Tworząc Układ Warszawski, ZSRR niejako zalegalizował sobie możliwość wykorzystania armii państw sojuszniczych w ewentualnej wojnie - tym samym poważnie zwiększając możliwości przeprowadzenia szybkiego i zaskakującego uderzenia.

Stopniowo zakładano wykorzystanie broni nuklearnej zarówno w planach radzieckich, jak i państw satelickich. Taktyczna broń nuklearna miała być ważnym środkiem na drodze ku zwycięstwu. Jednak w późnych latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych obie strony - Stany Zjednoczone i Związek Radziecki - miały znacząco różne koncepcje jej wykorzystania na polu bitwy.

Planiści ZSRR zamierzali użyć broni taktycznej jako swoistej artylerii. Innymi słowy planowano skoncentrować atak jądrowy na jakimś określonym obszarze, w ten sposób tworząc poważną lukę w liniach wroga, w którą wedrzeć się miały dywizje pancerne i zmechanizowane. Takie zgrupowanie pancerne zyskało by wielką przewagę taktyczną - szybkie i mobilne wojska mogłyby w krótkim czasie głęboko spenetrować teren wroga, niszcząc tyły przeciwnika, jego centra dowodzenia, lotniska, środki zaopatrzenia i jednostki odwodowe. Pancerz zapewnia stosunkową dobrą ochronę załogi przed efektami wybuchów jądrowych (zwłaszcza opadem promieniotwórczym), dlatego uderzające wojska nie były by narażone w dużym stopniu na szkodliwe działanie własnej broni. Dodatkowo dywizje pancerne, dzięki utrzymywaniu określonego stopnia rozrzedzenia i dużej szybkości działań, mogłyby minimalizować ryzyko poważnych strat w przypadku uderzenia jądrowego przeciwnika.

Zadanie wyłamywania korytarza jądrowego w tym scenariuszu miały realizować wojska rakietowe, nuklearne ataki lotnicze miały zaś wesprzeć dalsze działania poprzez niszczenie celów dalej na tyłach wroga, jak np. zbliżających się zgrupowań bojowych, lotnisk, czy - na co szczególnie zwracano uwagę - środków ataku jądrowego przeciwnika.

W latach pięćdziesiątych także Amerykanie zakładali "artyleryjskie" wykorzystanie taktycznej broni jądrowej. Jednak na początku lat sześćdziesiątych taktyka ta zaczęła się zmieniać. Zauważono, że poza oczywistymi zaletami, polowe użycie taktycznej broni nuklearnej niesie ze sobą także istotne wady. Eksplozje jądrowe spowodowałyby powstanie olbrzymich pożarów i w efekcie zniszczenie lasów, poważną dewastację istniejącej infrastruktury, jak również wiele innych zniszczeń. Nie bez znaczenia jest też opad promieniotwórczy - skażenie terenu utrudniłoby działania na zdobytym terytorium i mogłoby w znacznym stopniu zwiększyć liczbę strat własnych. Innymi słowy planiści amerykańscy doszli do wniosku, że skumulowane uderzenie jądrowe na linie przeciwnika mogłoby istotnie utrudnić prowadzenie działań i w efekcie opóźnić uderzenie. Dlatego zamierzano selektywnie korzystać z taktycznej broni nuklearnej - atakowane miały być cele znajdujące się na tyłach wroga (lotniska, ośrodki dowodzenia, nadciągające rezerwy) jak również wojska przeciwnika zgrupowane dzięki działaniom jednostek własnych. Widać więc wyraźnie, że w odróżnieniu od koncepcji "artyleryjskiej", w tym schemacie broń nuklearna miała pełnić jedynie funkcję wspierającą. Dodatkowo, aby zwiększyć manewrowość i operacyjność sił, Amerykanie przegrupowali wojska do dywizji typu "pentatomic", o zmienionej strukturze dowódczej, zgrupowanych w formie pięciu "grup bojowych".

Jak widać obydwa mocarstwa inaczej widziały rolę taktycznej broni nuklearnej na przyszłym polu walki, obie jednak łączyła chęć jej użycia.

Nowa koncepcja wojny pociągnęła za sobą znacznie poważniejszą zmianę, aniżeli tylko reorganizacje wojsk i wprowadzenie do ich uzbrojenia broni nuklearnej. Państwa bloku sowieckiego, połączone wspólnym traktatem wojskowym w Układ Warszawski, zmieniły politykę z defensywnej na stricte ofensywną. Stratedzy radzieccy (gdyż to w istocie oni tworzyli założenia planów operacyjnych Układu Warszawskiego), widocznie dalej pamiętając lekcję jaką podczas II Wojny Światowej dał im Hitler i jego wojna błyskawiczna, sądzili, że najlepszą obroną jest atak. Poglądy takie były naturalnie dobrym wytłumaczeniem ofensywnego nastawienia ZSRR. Częściowe odtajnienie byłych archiwów radzieckich daje obecnie możliwość przestudiowania faktycznych założeń i poglądów strategów sowieckich, jakimi kierowali się tworząc plany operacyjne w tamtym czasie.

Doskonałym przykładem tego typu dokumentu jest datowany na 28 sierpnia 1964 roku raport autorstwa gen. P. Iwaszutina jaki sporządził on na polecenie marszałka Zacharowa, w tamtym czasie Szefa Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego. Sam Iwaszutin określił zawartość dokumentu jako "materiały dotyczące rozwoju sztuki wojennej w warunkach wojny nuklearnej" - i faktycznie, na kilkudziesięciu stronach autor zawarł założenia i tezy dotyczące prawdopodobnego wyglądu i przebiegu przyszłej wojny.

Raport gen. Iwaszutina

"W minionych wojnach walka na polu bitwy była ograniczana przez wzajemną destrukcję wojsk; we współczesnych warunkach, istnienie broni jądrowej przy jej dużym zasięgu oraz ogromnej sile destrukcyjnej, pozwala na błyskawiczne zniszczenie dowolnego obiektu na terenie wroga, a nawet zgładzenie całego kraju. Atak jądrowy na ważne ośrodki państwowe, przeciwko ekonomii, administracji, strategicznym wojskom nuklearnym oraz innym siłom zbrojnym jest najszybszym i najpewniejszym sposobem osiągnięcia zwycięstwa."

więcej (ang.)

Pierwszą rzeczą nasuwającą się po lekturze dokumentu jest rzeczywiste przekonanie wojskowego kierownictwa ZSRR o możliwym ataku ze strony państw zachodnich. Autor wyraźnie odrzuca możliwość rozpoczęcia wojny przez obóz krajów Układu Warszawskiego:
"Rząd radziecki niejednokrotnie oświadczał, że Związek Radziecki nigdy jako pierwszy nie użyje broni jądrowej i że broń taka może zostać użyta jedynie w odpowiedzi na uderzenie sił agresora. Jest to powszechna polityka państw socjalistycznych".

Ponieważ mamy tu do czynienia z tajnym dokumentem niedostępnym dla szerszej grupy odbiorców, nie można mówić czysto propagandowych podstawach tego typu wypowiedzi. Najwyraźniej dowódcy radzieccy w istocie byli przekonani, że uderzenie radzieckie co najwyżej wyprzedzi pewny atak państw zachodnich.

Należy zauważyć, że w swojej pracy Iwaszutin przedstawia wizję pełnej wojny jądrowej, tzn. starcia w czasie którego wykorzystano by "kompleksowe i potężne środki ataku - pociski balistyczne (...), lotnictwo strategiczne (...) oraz atomowe okręty podwodne (...) - w celu zniszczenia agresora". Iwaszutin odrzuca także możliwość prowadzenia wojny "ograniczonej", proponowanej przez amerykańskiego Sekretarza Obrony Roberta S. McNamara. Jej podstawowym założeniem było nie przeprowadzanie ataków nuklearnych na ośrodki przemysłowe i miasta. Autor stwierdza, że jest wielce prawdopodobne, że każdy konflikt zbrojny wraz z upływem czasu przerodzi się w pełną wojnę jądrową, a pomysł McNamara związany jest z większą podatnością ośrodków gospodarczych państw zachodnich na skutki ataku jądrowego.

Iwaszutin zakłada, że wojna rozpocznie się od nuklearnego uderzenia na państwa Układu Warszawskiego. Podkreśla jednocześnie, że atak ten zostanie w miarę szybko wykryty, dzięki czemu większość ze znajdujących się w stanie gotowości bojowej wojsk lotniczych zostanie poderwanych zanim nastąpią pierwsze eksplozje. Autor odrzuca tezę o militarnym znaczeniu przewagi w strategicznych siłach nuklearnych:
"Przypuśćmy, że Stany Zjednoczone są faktycznie zdolne do kilkukrotnego zniszczenia Związku Radzieckiego. Czy daje im to jakąś przewagę? Nie, ponieważ ZSRR posiada wystarczające zdolności strategiczne, gwarantujące całkowite zniszczenie Stanów Zjednoczonych w drugim uderzeniu. Możliwość wielokrotnego zgładzenia Stanów Zjednoczonych jest bez znaczenia. Przecież nie można zabić już martwej osoby".

W rzeczywistości skuteczność takiego uderzenia zasadniczo nie ma wpływu na możliwość zapobieżenia odpowiedzi przeciwnika - o ile bowiem można zniszczyć część środków ataku jądrowego wroga, zgładzić główne aglomeracje miejskie i ośrodki przywódcze to nie sposób jest zapobiec nuklearnemu atakowi odwetowemu.

Autor zauważa ponadto, że państwa zachodnie są zdecydowanie bardziej podatne na skutki uderzenia jądrowego, co wynika zarówno z faktu, iż populacja krajów Układu Warszawskiego jest bardziej równomiernie rozmieszczona, jak również z mniejszej zależności tych państw od rynku światowego. Także bazy wojskowe państw NATO, zdaniem Iwaszutina, są wyjątkowo wrażliwe na efekty ataku jądrowego. Autor przedstawia tezę, iż główne ośrodki wojskowe rozlokowane na terenie innych państw sprzymierzonych znajdują się w zasięgu balistycznych pocisków średniego zasięgu a także lotnictwa bombowego - dzięki czemu mogą zostać zniszczone już w pierwszych minutach konfliktu. Generał podkreśla także, że atak na bazy wojskowe, rozmieszczone głównie w pobliżu dużych aglomeracji miejskich, pociągnie za sobą olbrzymie straty wśród ludności cywilnej. Także uderzenie na lokacje pocisków balistycznych nie zdaje się być problemem - "w razie konieczności zniszczenia takiej bazy, powinny wystarczyć jedna lub dwie eksplozje ładunków o dużej mocy".

Warte zauważenia są także założenia dotyczące obrony powietrznej kraju - a konkretnie obrony przeciwrakietowej. Otóż Iwaszutin wyznaje pogląd, iż dzięki znaczącej przewadze obozu socjalistycznego większość pocisków nieprzyjaciela może zostać zniszczona zanim osiągną cele. Autor jest przekonany, że Związek Radziecki znacznie wyprzedza państwa zachodnie na obszarze obrony powietrznej i jest dzięki temu w stanie zapewnić większe bezpieczeństwo przeciwko rakietom balistycznym. Odręczna uwaga marszałka Zacharowa na marginesie dokumentu wskazuje, iż nie podzielał on poglądów Iwaszutina w tej kwestii. Faktycznie, założenia autora wydają się zbyt optymistyczne i mało prawdopodobne. W rzeczywistości udało by się przechwycić i zniszczyć w bezpiecznej od celów odległości zapewne jedynie część pocisków - a biorąc pod uwagę ilość głowic, jakie zapewne było by użytych oraz ich dużą siłę wybuchu, nieuniknione byłoby zniszczenie pierwszorzędnych celów strategicznych.

Komantarz gen. Odoma

"Naturalnie ja i moi koledzy-ofierowie zastanawialiśmy się, czy mielibyśmy realną szansę, aby wypełnić zadania stawiane nam w późnych latach 50-tych. Mieliśmy różne opinie. Większość zdawała sobie sprawę, że potrzebowalibyśmy o wiele więcej jednostek pancernych aby móc stawić czoło błyskawicznej ofensywie wojsk Układu Warszawskiego, do jakiej się przygotowywały. Zamiast czołgów, przeprowadzono reorganizacje jednostek i wyposażono nas w taktyczną broń jądrową."

dalej

Naturalnie raport poza działaniami strategicznymi przedstawia założenia operacji taktycznych. Iwaszutin sądzi, że głównym narzędziem zwycięstwa na współczesnym polu walki będzie broń nuklearna. Wojska pancerne i zmechanizowane będą natomiast miały za zadanie, korzystając w wyników uderzenia jądrowego, zniszczenie pozostałych sił wroga oraz szybkie zajęcie terenu. Ze względu na możliwy atak nuklearny wroga, zgrupowania pancerne będą rozproszone na całej długości i głębokości frontu. Autor przypuszcza, że dochodziło będzie do bezpośrednich starć bitewnych - nie będą się one jednak odbywały na tak dużą skalę jak w minionych wojnach. Generał wskazuje na znaczące zwiększenie tempa akcji w porównaniu z II Wojną Światową - "takie zadania jak penetracja obszaru frontu przeciwnika, zniszczenie grupy wojsk czy okrążenie dużych sił wroga, które wcześniej wymagały zaangażowania znacznych wojsk i środków a także olbrzymiego wysiłku taktycznego, obecnie mogą być realizowane w ciągu jednego dnia". Naturalnym celem jądrowego uderzenia taktycznego będą środki ataku nuklearnego przeciwnika - jest to zadanie podstawowe i od jego powodzenia z pewnością będzie zależała dalsza sytuacja taktyczna na froncie. Dalszymi celami są ośrodki dowodzenia, magazyny i arsenały.

Pomijając możliwe wyniki ataków strategicznych (sparaliżowanie państwa, załamanie struktury dowódczej itp.) samo użycie taktycznej broni jądrowej wiąże się z wieloma niewiadomymi. Trudno przewidzieć faworyta w starciu, w którym w ciągu minuty może wyparować dywizja. Dodatkowo dochodzą niepożądane czynniki wybuchów - jak powodzie czy rozległe pożary - które mogą w znacznym stopniu skomplikować działania bojowe. Dlatego autor zwraca uwagę na możliwość częstej zmiany z operacji z ofensywnych na defensywne i odwrotnie.

Raport Iwaszutina to niewątpliwie cenne studium ukazujące nowe realia prowadzenia wojny po wynalezieniu broni jądrowej. Jakkolwiek by go oceniać, trzeba spojrzeć na ten dokument szerzej. Prawdopodobnie pełnił on bowiem rolę materiału szkoleniowego na studiach dla wyższych oficerów. Świadczą o tym między innymi częste odwołania do wypowiedzi zachodnich polityków i wojskowych, których celem zapewne było uwiarygodnienie konieczności prowadzenia ofensywnej polityki wojskowej. W tym kontekście można także rozpatrywać często powtarzane przekonanie autora o agresywnych zamiarach mocarstw zachodnich - chociaż trzeba tu jednak zauważyć, że dokument był dostępny jedynie wąskiej grupie odbiorców.

Interesujące jest także spojrzenie na raport w odniesieniu do rozgrywek w gronie kierownictwa wojskowo-politycznego ZSRR. W czasie, w którym powstawał raport, we władzach Związku Radzieckiego trwała dyskusja nad znaczeniem militarnym wojsk jądrowych. Chruszczow forsował politykę silnej pięści atomowej oraz redukcji wojsk konwencjonalnych. Z krytyką poglądów premiera występowali zwłaszcza dowódcy skupieni wokół Akademii Wojskowej Sztabu Generalnego. W tym samym miesiącu, w którym Sztab Generalny otrzymał studium Iwaszutina, Chruszczow zreorganizował dowództwo wojskowe rozwiązując osobny sztab wojsk lądowych. W niedługim czasie po tym przywódca ZSRR wystąpił z publiczną krytyką przydatności wojsk pancernych. Ponieważ archiwa rosyjskie są nadal w znacznej części tajne, nie sposób właściwie umieścić wpływu dokumentu Iwaszutina na ówczesne wydarzeniach polityczne w ZSRR. Dlatego nie sposób odpowiedzieć na pytanie, dlaczego marszałek Zacharow polecił sporządzenie nieprzychylnego mu dokumentu właśnie w tamtym czasie. Nie wiadomo także, jaka była rola Zacharowa w odwołaniu Chruszczowa, do jakiego doszło pod koniec 1964 roku.

Czytając dokument Iwaszutina nie można oprzeć się wrażeniu, że w wojnie jądrowej nie ma wygranych, są tylko przegrani - niewątpliwie zwycięzce w takim konflikcie można by określić mianem "władcy pustyni". Użycie broni jądrowej na dużą skalę nie tylko zniszczyłoby znaną nam cywilizację, ale zagroziłoby dalszej egzystencji ludzi na Ziemi. Poglądy te podzielał także gen. Iwaszutin pisząc:
"Jeżeli chcemy zachować życie na Ziemi, główne mocarstwa świata muszą unikać rozpoczęcia wojny termojądrowej. To leży w powszechnym interesie wszystkich ludzi na świecie, każdej pojedynczej osoby, niezależnie od tego, do którego obozu należy."

Europa w ogniu

Studium Iwaszutina to niewątpliwie interesujący dokument ukazujący sposób myślenia dowódców radzieckich na sprawę nowej wojny światowej. Czas jednak przyjrzeć się rzeczywistemu planowi operacyjnemu ery broni jądrowej. Wcześniej przedstawiłem już polski plan z 1951 roku, teraz będzie okazja aby się przekonać jak bardzo jego założenia zdezaktualizowały się w nowych warunkach prowadzenia wojny. Tym razem jednak jako przykład posłuży południowy sąsiad Polski - Czechosłowacja.

Plan czechosłowacki 1964

W pierwszym masywnym uderzeniu nuklearnym Rakietowych Wojsk Frontu Czechosłowackiego, lotnictwo frontowe i dalekiego zasięgu musi zniszczyć główną grupę żołnierzy pierwszego rzutu operacyjnego 7 Armii USA, ich środki przenoszenia broni nuklearnej oraz centra dowodzenia i kontroli powietrznej. (...) Wraz z rozwojem sytuacji, żołnierze Wojsk Rakietowych i lotnictwa będą musieli niszczyć zbliżające się rezerwy wroga, nowo odkryte środki ataku nuklearnego i lotnictwo przeciwnika.

dalej

Utworzenie Układu Warszawskiego w 1955 roku otworzyło drzwi do wykorzystania wojsk państw satelickich w przyszłych działaniach wojennych. Stopniowo postępował proces odchodzenia od planowania działań defensywnych - począwszy od manewrów 1954/55 roku "działania ofensywne (...) z wykorzystaniem broni jądrowej i chemicznej" stały się jednym z głównych punktów ćwiczeń armii Czechosłowacji. Zamiar wykorzystania broni masowego rażenia w operacjach wojennych miał swoje odzwierciedlenie także w pracach kartograficznych z tamtego okresu - począwszy od roku 1955 tworzono mapy 1:100,000 południowej części RFN aż po granicę z Francją, czyli w odpowiedniej skali do realizacji tego typu zadań.

W 1958 roku rozpoczął się proces przegrupowania dużej ilości wojsk pancernych w zachodni region kraju. Dodatkowo, jako lekcja wyciągnięta po kryzysie Berlińskim, dowództwo Układu Warszawskiego zdecydowało się podzielić siły na niezależne fronty, każdy z własnym dowództwem i zadaniami. W ten sposób powstał m.in. Front Czechosłowacki, w skład którego weszły niemal wszystkie czechosłowackie wojska lądowe - 15 dywizji zgrupowanych 3 armiach, wojska powietrzne, brygada desantowa i inne. Dowództwo Frontu było przypisane Sztabowi Generalnemu CSRF. Front Czechosłowacki należał do pierwszego rzutu strategicznego. Po nim nastąpić miał rzut drugi, składający się z wojsk stacjonujących na Białorusi i Ukrainie.

W roku 1964 powstał plan operacyjny uwzględniający wszystkie powyższe zmiany - "Plan działań Ludowej Armii Czechosłowacji w okresie wojny". Dokument, sygnowany przez najwyższych dowódców wojskowych CSRF, przedstawia bardzo ambitne i śmiałe założenia dotyczące rozwinięcia oraz wykorzystania wojsk czechosłowackich - można je podsumować jednym zdaniem jako "w dziewięć dni do Lyonu".

W działania zamierzano włączyć m.in. 1 i 4 Armię, 10 i 57 Armię Lotniczą oraz 7 Armię Obrony Powietrznej. Dodatkowo planowano użyć części wojsk przesuniętych z Południowej Grupy Wojsk (operującej z terenu Węgier). Głównym zadaniem wojsk lądowych miało być szybkie natarcie, zniszczenie sił ataku jądrowego wroga, a przez to zapewnienie ochrony własnego terytorium. W tym celu 1 Armia miała rozwinąć uderzenie w kierunku Ansbach-Stuttgart-Strasbourg-Epinal oraz, częścią sił (we współpracy z 8 Armią Gwardii, przydzieloną operacyjnie do 1 Frontu Zachodniego) w kierunku Bambergu. 4 Armia miała za zadanie przeprowadzenie natarcia na osi Ratyzbona, Ingolstadt, Ulm, Mulhouse, Besançon, a częścią sił w kierunku Straubing, Monachium. Obie formacje miały następnie przeprowadzić uderzenie w kierunku Lyonu.

Plan operacyjny 1964 r.
Plan czechosłowacki - mapa działań
Zobacz mape działań

Głównym celem wojsk Frontu Czechosłowackiego miało być zniszczenie grupy wojsk 7 Armii USA i 2 Armii RFN, a także 1 Armii Francji, z którą planowano się spotkać najpóźniej w czwartym dniu konfliktu - siły wroga oceniano na łącznie 12 dywizji, głównie pancernych i zmechanizowanych.

Ramy czasowe całej operacji miały być niezwykle krótkie - oczekiwano, że Stuttgart zostanie opanowany czwartego dnia, a Besançon 6/7-go dnia działań. Aby plan taki mógł być zrealizowany zamierzano bardzo intensywnie korzystać z arsenału jądrowego - pierwsze uderzenie atomowe miało się składać z 41 pocisków i bomb lotniczych, a w czasie całej operacji zamierzano użyć ponad 130 egzemplarzy broni nuklearnej. Należy tu zauważyć, że cały ten arsenał miał być wykorzystany w działaniach wyłącznie na południowym obszarze RFN aż po granicę z Francją. Biorąc pod uwagę pewną odpowiedź atomową ze strony państw zachodnich mówimy tu o detonacji kilkuset taktycznych głowic jądrowych na terenie mniejszym od obszaru Polski. Na innych frontach sytuacja wyglądała podobnie - np. sama aglomeracja Hamburg miała zostać zaatakowana blisko 40 głowicami. Uzmysławia to najdobitniej, że w razie wybuchu III Wojny Światowej Europa stanęłaby przed widmem całkowitej zagłady - katastrofy nie mającej odpowiednika w znanej nam historii. Oczywiście podobny los czekałby inne kontynenty - czy to w efekcie bezpośrednich starć wojennych, czy w wyniku tzn. Zimy Jądrowej, życie na Ziemi stanęłoby w obliczu zagłady.

W czasie, gdy dowódcy czechosłowaccy planowali podbić przydzielony im obszar w niespełna dwa tygodnie, stratedzy zachodni byli pewni, że zdołają zatrzymać ofensywę Układu Warszawskiego już na wschodniej granicy RFN. Kto więc się mylił? Na to pytanie niezmiernie trudno odpowiedzieć. Pewne jest, że szacunki sztabu wojsk CSRF były zbyt optymistyczne. Zresztą sami dowódcy czechosłowaccy nie wierzyli w możliwość zrealizowania celów planu, dlatego w drugiej połowie lat sześćdziesiątych zmodyfikowano założenia "w tym sensie, że Front Czechosłowacki nie miał już działać na linii rzeki Ren". Należy pamiętać jednak, że dysproporcja sił w Europie pomiędzy wojskami NATO a siłami Układu Warszawskiego była znaczna i mało realny wydaje się być scenariusz, według którego inwazję udało by się zatrzymać już w pobliżu granicy. Nie wiadomo także, jak w rzeczywistości wyglądałaby sytuacja na froncie po kilku dniach konfliktu - w szczególności, czy wojska nie zostałyby zniszczone do stopnia uniemożliwiającego prowadzenie sensownych działań lub sparaliżowane brakiem dostaw surowców.

Wywiad z płk. Štepánekiem

"W 1964 roku zostałem szefem pokoju operacyjnego Sztabu Generalnego. W tym czasie trwały prace nad planem działań, podstawowe problemy zaś dotyczyły metod wykorzystania i rozwinięcia armii. Chciałbym zauważyć, że ten plan operacyjny był oczywiście wynikiem - a ja mogę mówić tylko o okresie po 1964 - wynikiem okoliczności, jakie powstały na początku lat 60-tych po wydarzeniach w Berlinie i na Kubie..."

dalej

Uderzenie wojsk Frontu Czechosłowackiego nie wyznaczało głównej osi natarcia sił Układu Warszawskiego. Podstawowym kierunkiem ofensywy była linia Warszawa-Berlin. Tu sytuacja wyglądała odmiennie - głównymi siłami miały być świetnie wyposażone i stale szkolone wojska radzieckie, zaś armie NRD pełniłyby rolę drugorzędną. Natomiast wojska polskie (dwie armie) miały operować w kierunku na Danię, korzystając z broni jądrowej dostarczonej przez Rosjan. Jak więc widać, w tym czasie także polski plan operacyjny stał się stricte ofensywny.

Warty zauważenia jest także fakt, że dopiero we wczesnych latach sześćdziesiątych zaczęto prowadzić manewry, w których scenariuszu nie planowano użycia broni jądrowej. Nie oznacza to jednak, że dowódcy radzieccy przyjęli i zgadzali się z amerykańską koncepcją "elastycznej odpowiedzi", według której ewentualny konflikt miał być redukowany do możliwie małych rozmiarów m.in. poprzez wprowadzenie przerw w działaniach wojennych, w czasie których przywódcy polityczni mogliby uzgodnić rozejm czy zakończenie wojny. Minister Obrony Narodowej Czechosłowacji Bohumír Lomsk:
"Wszystkie te teorie zachodnich strategów o ograniczeniu użycia broni jądrowej (...) mają jeden cel: w przypadku wybuchu globalnej wojny jądrowej chcą oni utrzymać najlepsze pozycje do natarcia (...) i przeprowadzenia skumulowanego uderzenia jądrowego (...). Odrzucamy takie pomysły. Odpowiedzią na każde użycie broni jądrowej przez przeciwnika będzie połączona ofensywa jądrowa wszystkich środków ataku nuklearnego państw Układu Warszawskiego, na całej długości frontu (...).
Nie zamierzamy być pierwszą stroną, która użyje broni nuklearnej. Chociaż nie wierzymy w szczerość tego typu wypowiedzi płynących z Zachodu, nie możemy odrzucić możliwości, że imperialiści rozpoczną wojnę bez jednoczesnego wykorzystania broni jądrowej na polu bitwy. Dlatego musimy być gotowi na taką ewentualność."

Przyglądając się planom operacyjnym bloku sowieckiego można się tylko cieszyć, że ludzkość nigdy nie przekonała się o faktycznej możliwości ich realizacji. Plany państw zachodnich, w szczególności Stanów Zjednoczonych, były nie mniej destrukcyjne - wystarczy wspomnieć tylko, że w latach pięćdziesiątych broń jądrowa USA była składowana w kilkudziesięciu lokacjach poza granicami państwa, często bez zgody i wiedzy władz danego kraju.

Władcy pustyni

Dzięki częściowo odtajnionym archiwom państw byłego bloku socjalistycznego możliwe było dotarcie do dokumentów przedstawionych w tej pracy. Możliwe stało się zaprezentowanie rzeczywistych założeń wojny jądrowej - wojny określanej jako pierwsza i ostatnia tego typu. Olbrzymie zwiększenie tempa akcji oraz rozległy obszar objęty działaniami spowodowałby, że ten nie mający precedensu w historii konflikt trwał by zaledwie kilka tygodni. Zmieniłby na zawsze oblicze znanej nam Ziemi, zmieniając całą planetę w atomowe piekło.

Zimna Wojna to już historia. Groźba konfliktu jądrowego na wielką skalę zmalała na tyle, że jego wybuch dla wielu wydaje się zupełnie nieprawdopodobny a sam pomysł śmieszny. Nie wolno jednak zapomnieć lekcji, jaką daje nam wiedza o kulisach planowania wojny ostatecznej. Człowiek to jednostka kreatywna, nieustannie tworząca nowe rozwiązania i doskonaląca już istniejące. Włócznia, łuk, proch, broń chemiczna, broń jądrowa... - co dalej? Coś na pewno będzie. I zapewne przy tym broń nuklearna będzie niewinną igraszką. I właśnie dlatego ważne jest aby zawsze odpowiedzialność i rozsądek zwyciężała nad ambicjami politycznymi czy złudną ideologią.



Nieocenioną pomoc przy tworzeniu tego raportu stanowiły dla mnie materiały zgromadzone na stronach National Security Archive i Parallel History Project.

Jeżeli posiadasz jakieś informacje, które mogłyby wzbogacić tą stonę - masz dostęp do dokumentów źródłowych, artykułów prasowych itp. - proszę skontaktuj się ze mną.



Powrót na stronę Broń jądrowa - Boży gniew